48 godzin

Są ludzie, którzy mają dar opowiadania, przenoszą nas w inne miejsca. Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomymi o tym, czy lubią, kiedy ktoś pokazuje im fotografie z podróży czy nie. Ku mojemu zdziwieniu, większość osób uznała, że wprawdzie cieszy się czyimś szczęściem, ale nie lubi oglądać takich zdjęć, kiedy z różnych powodów, nie może sobie pozwolić na wyjazd. Osobiście uwielbiam na chwilę odpłynąć do prezentowanych mi miejsc. Może nigdy ich nie zobaczę? A osoba, która mi je pokazuje, daje mi szansę bycia tam przez chwilę. Tak samo jest z opowieściami. Parę dni temu bliskie mi osoby, przebywające aktualnie w Japonii, opowiadały mi o swoich przeżyciach. I wiecie co? Ja tam byłam. Czułam. Widziałam.

Ciekawe spostrzeżenia, choć nic odkrywczego, miałam podczas innej rozmowy. Dlaczego stworzyliśmy sobie taki świat, w którym nie ma czasu na dłuższe refleksje? Wielu z nas chodzi do pracy, żeby za swoją pensję przeżyć kolejny miesiąc. Na wszystko potrzebne są pieniądze. Tymczasem zarówno wtedy, kiedy byłam w Indiach jak i w Afryce, zafascynowała mnie tam jedna rzecz. Pomimo powszechnej biedy ludzie potrafili być ze sobą. Znajdowali czas, żeby usiąść na ganku i patrzeć przed siebie. Zauważali drugiego człowieka. Jasne, byłam tam tylko chwilę. Widziałam tylko skrawek rzeczywistości, którą oceniałam przez pryzmat kultury, z której pochodzę. Z moim kolegą zastanawiałam się wtedy, jakby to było mieć mnóstwo pieniędzy i robić to, co się chce. Dzisiaj polecę zwiedzać kolejny kraj, jutro będę uczyć się kitesurfingu, pojutrze pojadę na koncert… Myślę, że wówczas nie umiałabym docenić tego, co mam. Nastąpiłby przesyt.

Dziś cieszy mnie sama myśl o krótkim wyjeździe pod Warszawę. Wyjeździe – moich 48 godzinach szczęścia, wolności, odpoczynku od warszawskiego zgiełku. Mowa o Zdrowisku, miejscu, które mnie zauroczyło. Miejscu, w którym czas się dla mnie zatrzymał. Wraz z przyjaciółkami miałyśmy chwilę dla siebie. Tylko my. Nasze rozmowy, refleksje, a to wszystko w otoczeniu przepięknie urządzonych, przez właściciela-artystę, wnętrz. W tym ekoturystycznym domu, położonym na terenie Puszczy Kampinoskiej, można pobawić się z jego mieszkańcami – psami i kotami, zjeść przepyszne, zdrowe posiłki wedle naszych gustów czy diet, wsiąść na rower, wejść z kieliszkiem wina do znajdującej się w pokoju (!) wanny, a na koniec otrzymać w prezencie dwie wielkie dynie, których zapach wypełnił moje mieszkanie na kilka dni. Nie wiedziałam, że istnieje tyle gatunków tego warzywa (dynia makaronowa, dynia bezłupinowa, której pestki można wyjadać ze środka itd.). I co najważniejsze, w Zdrowisku można spędzić wspólny czas z przyjaciółmi, właścicielem i innymi gośćmi. W naszym przypadku rozmowom nie było końca. Ten dom przyciąga ludzi o różnych poglądach, ale też sprawia, że pomimo różnic czujemy tu więź ducha z innymi.

To duży dar, o którym nieraz wspominałam, mieć bliskich. Kogoś, kto zawsze przy nas będzie. Na co dzień, przez wszechobecny pośpiech, często o tym zapominamy. Kilka lat temu miałam okazję przeczytać z zapartym tchem scenariusz filmu 53 wojny (scenariusz i reżyseria: Ewa Bukowska). Tak bardzo poczułam samotność głównej bohaterki i jej walkę, że mocno się wzruszyłam. Obecnie, pomijając najważniejszy wątek wojen, w których uczestniczyła Anna (zagrana REWELACYJNIE przez Magdalenę Popławską), samotność bohaterki znowu „uderzyła” mnie, kiedy zobaczyłam film.
Dlatego moje 48 godzin z przyjaciółmi w Zdrowsku jest dla mnie tak ważne i dlatego w kalendarzu zostawiam wolne miejsce na kolejne spotkania i rozmowy.

DSC00450

DSC00536

DSC00548

bty

bty

bty

bty

bty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website