Kolorowy ptak

Wielokrotnie pisałam o tym, jak cudownie jest przenieść się myślami do miejsc, za którymi tęsknimy lub o których marzymy. Kiedyś byłam większą marzycielką, teraz może z racji wieku, wielu obowiązków, porażek, bliżej mi do bycia realistką, do stąpania twardo po ziemi. Jednak ważny element mojego życia, jakim jest bujanie w obłokach, nadal mi towarzyszy i nigdzie się nie wybiera.

Sytuacji związanej z epidemią, podobno nie sposób było przewidzieć, dlatego uderzyła w nas bez ostrzeżenia. To, co jest najgorsze, to codzienny niepokój o zdrowie swoje i bliskich. Ale również nie opuszczają nas inne obawy. Lęk o stałość zatrudnienia, o zobowiązania finansowe, o możliwość zrealizowania różnych pomysłów. Moje zamierzenia były liczne oraz dalekosiężne. I nagle krach, na całej linii. Gdy coś staje mi na drodze, jakiś plan muszę przesunąć w czasie, zaczynam o nim marzyć, snuć fantazje. Myśli te powodują, że jeszcze bardziej mam na to coś ochotę. Czy nie macie tak samo? Wakacje, tak miało być pięknie. Nowe mieszkanie, tuż, tuż. Koncerty, festiwale, jeszcze nie teraz. Pozostało czekanie. No cóż, i czekanie może być ekscytujące. Coś jak gonienie króliczka. Ciekawsze niż jego złapanie. Albo droga. Ciekawsza niż cel.

Oby tylko wytrwać w optymizmie, bo przecież czarne, nie musi być aż tak czarne. A to, co sobie wyobrażamy, nie musi być prawdziwe.

Godzina 7. Dzwoni budzik. Idę do łazienki, zabieram smartfona. Włączam dobrą muzykę i nastrajam się pozytywnie na nowy dzień. Tym razem czeka na mnie wiadomość na jednym z komunikatorów. Nie ma w niej tekstu, załączone jest tylko nagranie audio. Osoba, która przesyła mi informacje, rozpoczyna nagranie od słów: „Cześć Aguś, pamiętam, że ty lubisz takie tropikalne „klimaty”, więc wysyłam ci nagranie i jestem ciekawa, czy rozpoznasz, co to za odgłosy”. Włączam. Ostry, przenikliwy dźwięk. Krzyk, nawoływanie ptaka gdzieś w tropikalnym lesie. Widzę go oczami wyobraźni, jak siedzi w plątaninie gałęzi, zalany słońcem w oparach wilgoci. Cały czarny albo może z czerwoną głową lub turkusowym brzuszkiem połyskującym w zielonej gęstwinie. Musi być duży, bo wydaje mocne dźwięki, niosące się długo w powietrzu. Z fantazjowania wybija mnie dalsza część nagrania i głos koleżanki: „Pewnie pomyślałaś, że to ptaki tak śpiewają i nawołują się, a to nie ptaki to… żaby! Tak, wiem, że to zaskakujące, ale to naprawdę żaby”.

Jak widać, nie zawsze trzeba zaplanować sobie małe przyjemności lub szukać ich gdzieś daleko. Niekiedy wystarczy mała rzecz, czyjaś myśl, słowo, wyobraźnia i już jesteśmy pozytywnie nastawieni do świata. Niekiedy ktoś lub coś pozwala nam odpłynąć w nieznane. Tak oto dzięki Ewie znalazłam się w Kolumbii. Przez moment ogrzewało mnie tropikalne słońce, czułam zapachy i słyszałam odgłosy bujnego lasu, a potem przeniosłam się na gwarne ulice miasta, wypełnione wieczornymi dźwiękami gitary i śmiechem dzieci. Dlatego to właśnie Ewie, tej, która przeniosła mnie do innej rzeczywistości, dedykuję ten wpis na moim blogu, z refleksją, że czasami, żeby znaleźć się w innym zakątku świata, nie trzeba wychodzić z domu. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website