Żółte liście pełne nadziei

Jesień jest czasem, kiedy w moim życiu dużo się dzieje. Często w tym okresie podejmowałam nową pracę, brałam udział w ciekawych projektach, planowałam kolejne podróże lub doznawałam uczucia motyli w brzuchu.

Wprawdzie wolę słońce i wiosenno-letni powiew świeżości, ale to jesień sprawia, że wyostrzają mi się zmysły. Zapach jabłecznika mamy, śpiewanie w samochodzie rockowych piosenek z tatą, czy czas spędzony z rodziną w górach to wszystko kojarzy mi się z jesienią. I to poczucie, że mija kolejny rok, ale jest nadzieja na kolejny, na wiosnę, lato.

Jesień każe nam zwolnić, wyciszyć się, zatrzymać, „zrzucić liście” i odrodzić się wraz z wiosną. Ale jak to zrobić, gdy tyle zadań do wykonania. Przyroda na kilka miesięcy zamiera, ale ludzie nie. Sprawy, sprawy, sprawy. Sama, pomimo oburzenia się na innych zachowujących się w ten sposób ludzi, chodzę z telefonem przy uchu po ulicach, bo … Zawsze trzeba wykonać jeszcze jeden telefon, wysłać maila, odpisać na smsa. Przecież nic nie robię złego, tylko idę, a więc wykorzystam chwilę i szybko wykonam wspomniane czynności. I jak tu znaleźć czas no obserwację rzeczywistości? Kiedy się zatrzymać, rozejrzeć dookoła, dostrzec kogoś, kto może dostrzega nas? Pomyśleć nad sobą, nad swoimi planami, samopoczuciem, poszukać rozwiązań?

Ostatnio przyjaciółka podesłała mi zdjęcie ogłoszenia zamieszczonego w kościele. Joga to zdrada Chrystusa. Cytuję fragment: Joga może prowadzić do nawiedzenia demonicznego, o którym mówią nawet egzorcyści, uznając ją za niebezpieczeństwo duchowe. Nie wiedziałam, że chwilowe oddanie się ćwiczeniom relaksacyjnym daje takie konsekwencje 😉 Zamieszczanie takiego ogłoszenia w czasach, kiedy joga w Polsce stała się po prostu modna, ale w postaci głównie ćwiczeń, zajęć dających ukojenie dla ciała, na które chodzi zapewne niejedna katoliczka, co najmniej szokuje.

Jedni uprawiają jogę, drudzy chodzą na siłownię, inni słuchają muzyki. Rozwiązań na poprawę swojego samopoczucia i „zatrzymania się” na chwilę jest mnóstwo. Wystarczy chcieć poszukać. W najnowszym filmie Aleksandra Pietrzaka „Juliusz” główny bohater (gra Wojciech Mecwaldowski) pyta swojego ojca alkoholika (Jan Peszek) o to, jak może być takim egoistą dla samego siebie. Wydawałoby się, że pytanie nie ma sensu. A jednak. Czasami nie lubimy samych siebie, nie troszczymy się o nas samych. W filmie pada też pytanie, czy komuś, kto dobiega do mety, kazałbyś zwolnić czy przyspieszyć? Każdego dnia zbliżamy się do mety, więc wciąż przyspieszamy. We mnie jest ten sam dylemat, zwolnić czy przyspieszyć. Oglądać się za siebie czy ruszyć z kopyta? Kierować się opinią innych czy własną intuicją? Często mówię sobie: Rób swoje i do przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website